Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

This Mortal Coil - Filigree and shadow

This Mortal Coil był projektem Ivo Watts-Russella, który był założycielem i szefem niezależnej wytwórni 4AD. Na poszczególnych płytach tej nietypowej formacji występowali artyści ze stajni 4AD oraz inne zaprzyjaźnione osoby. Zazwyczaj najwyżej cenionym albumem w dorobku This Mortal Coil jest debiutancki „It'll end in tears” (1984). W moim przypadku jest inaczej. Największy sentyment mam do „Filigree and shadow”. Na przestrzeni lat to on najczęściej lądował w moim odtwarzaczu, biorąc pod uwagę płyty wydane przez 4AD.
Ivo Watts-Russell wyczarował kolejny intrygujący album, który na przestrzeni lat niewiele się zestarzał. Tylko te bardziej dynamiczne i zrytmizowane fragmenty przypominają o tym, że jest to materiał nagrany w latach 80. Mamy tu do czynienia z wielobarwną gamą różnych stylów – folk rock, gospel, ambient, pop rock, a to bynajmniej nie wszystko. Wysublimowane fortepianowe impresje sąsiadują z dynamicznymi fragmentami na modłę ejtisową, elektroniczne pejzaże przechodzą w quasi etniczny rytuał dźwiękowy. A jednak wszystko układa się ostatecznie w jedną, harmonijną całość. Ivo Watts-Russell zadbał o odpowiedni klimat całości. „Filigree and shadow” ma swoją niepowtarzalną atmosferę, urzeka subtelnością. Stanowi miłą odskocznię od ówczesnego mainstreamu, często zachłyśniętego zdobyczami najnowszych technologii, co nie zawsze dobrze wpływało na brzmienie. Podobnie, jak w przypadku debiutu, świetnie wypadły covery. Warto wspomnieć przynajmniej o kilku z nich.„Jeweller” i „Morning glory” to z pewnością wyróżniające się utwory, a jest przecież jeszcze przepiękny „Ma father” z dorobku Judy Collins. Podoba mi się podejście do starych kompozycji. Ivo Watts-Russell niejednokrotnie miał pomysł na to, aby pokazać je niejako w innym wymiarze. W niektórych przypadkach wypadają nawet lepiej niż oryginały, a to niełatwa sztuka. Na winylu było to wydawnictwo dwupłytowe. Druga płyta w tym zestawie jest ewidentnie słabsza. Znalazło się na niej kilka typowych wypełniaczy. Przy odpowiedniej selekcji mógł powstać jeden, równy album o jeszcze większej sile rażenia. O ile w przypadku „Filigree and shadow” jest to niewielkie uchybienie to już na kolejnym „Blood” będzie to poważny problem. Tam słabszego materiału będzie już niestety zbyt dużo.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page