Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Genesis - A Trick of the Tail

Wczoraj minęła dokładnie 40 rocznica wydania tego albumu. Warto poświecić mu trochę czasu, wszak to znacząca pozycja nie tylko w dorobku Genesis, ale także całego rocka progresywnego. „A trick of the tail” w porównaniu z poprzednimi klasycznymi albumami z ery gabrielowskiej przynosił pewne uproszczenie formuły muzycznej, jednak rekompensował to innymi zaletami. Zespół nadal rozwijał się pod względem wykonawczym, co dobrze ukazywały szczególnie występy sceniczne. Muzycy czynili postępy dzięki wieloletniej, ciężkiej pracy, której owoce słychać na poszczególnych płytach z lat 1969-1976. „Sztuczka” jest znakomicie wyważona jeśli chodzi o partie wokalne i instrumentalne, a drzewiej różnie z tym bywało. Na „The lamb lies down on Broadway” muzyka była w zbyt dużym stopniu podporządkowana warstwie tekstowej, w wyniku czego instrumentaliści nie mogli w pełni rozwinąć swoich skrzydeł. Niewątpliwym plusem tego wydawnictwa jest produkcja. O ile poprzednim płytom można co nieco zarzucić w tej materii (szczególnie tym z lat 1969-1972), to „A trick of the tail” jest prawdziwym majstersztykiem. Wkład nowego producenta, Davida Hentschela jest wręcz nieoceniony. Wraz z zespołem udało mu się wykreować wielobarwną, niezwykle plastyczną tkankę brzmieniową. Na Wind and wuthering” zostanie to dopracowane do perfekcji. Mocną stroną płyty jest jej różnorodność. Wachlarz stylistyczny jest dość szeroki: pop-rock, art-rock, fusion, pojawiają się nawet quasi wodewilowe akcenty (utwór tytułowy). Zespół zachowuje w tej dziedzinie umiar, dzięki czemu cała płyta jest spójna i nie razi nadmiernym eklektyzmem. Genesis udowadnia po raz kolejny, że znakomicie czuje się zarówno w delikatnych, lirycznych balladach, jak i materiale bardziej ekspresyjnym, nie pozbawionym rockowego pazura. Zachwyca szeroka paleta różnorodnych środków wyrazu, bogactwo nastrojów, chwytliwa, ale nie banalna melodyka. Majestat i patos („Ripples”, „Mad man moon”) nie razi nadmierną koturnowością, co niejednokrotnie było przywarą niektórych twórców z kręgu art-rocka. Pojawiają się umiejętnie wplecione elementy pełne humoru (Robbery, assault and battery”), co z powodzeniem będzie kontynuowane na „Wind and wuthering” (przezabawny tekst Banksa w „All in a mouse's night”). To tak à propos braku humoru muzyków progresywnych. W rzeczywistości różnie z tym bywało. Warto zwrócić uwagę na różnorodność tekstów na tej płycie. Ich autorami są zresztą niemal wszyscy muzycy kwartetu (Banks, Hackett i Rutherford). Jeśli chodzi o minusy to wskazałbym jeden. Odstaje nieco od reszty kompozycja tytułowa, napisana przez Banksa kilka lat wcześniej. W sumie szkoda, że zamiast niej nie pojawił się na płycie odrzut z sesji, subtelny i nastrojowy „It’s yourself”. Pod względem stylistycznym znakomicie pasowałby do całości i, co istotne, nie obniżałby artystycznego poziomu wydawnictwa.
Na „A trick of the tail” nawet z pozoru proste piosenki bywały niemałym wyzwaniem. Dobrym przykładem niech będzie tu „Squonk”. To utwór, który sprawia wrażenie dość konwencjonalnego, choćby dzięki swojej tradycyjnej piosenkowej formie. Pod względem technicznym i interpretacyjnym niełatwa jest w nim partia wokalna. Wymaga od wokalisty bogatego wachlarza środków ekspresji oraz sporej wszechstronności. Gdy muzycy przesłuchiwali kandydatów na następcę Petera Gabriela kazali często na dzień dobry zaśpiewać właśnie „Squonk”, gdyż, według nich, była to rzecz najtrudniejsza do przejścia. Próbowało go zaśpiewać ponad 50 wokalistów, w tym Mick Rogers z Manfred Mann’s Earth Band i wszyscy zaliczali spektakularną klapę. Jedynie Collinsowi udało się zaśpiewać bezbłędnie całą partię. Koledzy z zespołu byli zdumieni, gdy usłyszeli jego dojrzałą interpretację, po wszystkich tych męczarniach kandydatów do schedy po Gabrielu.
Wedle mojego przekonania „A trick of the tail” to jedno ze szczytowych osiągnięć zespołu. W tym czasie muzycy znajdowali się w apogeum swoich możliwości twórczych i wykonawczych. Dobitnym tego potwierdzeniem jest dwupłytowy album koncertowy „Seconds out”, który zawiera nagrania zarejestrowane w Paryżu w 1977 roku (jedyny wyjątek to „The cinema show” nagrany rok wcześniej).
Autor - Mahavishnuu
Fun Page