Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Can - Future Days

Kolejna płyta i kolejna zmiana oblicza zespołu. „Future Days” posiada nieco bardziej złagodzone brzmienie. Bębny Liebezeita nie są już tak mocno wyeksponowane, natomiast faktura kompozycji nie posiada już tak silnie dysonansowego charakteru. Z perspektywy czasu te zmiany wydają się czymś naturalnym, bo jednak grupa zmierzała systematycznie w stronę coraz bardziej konwencjonalnej muzyki, co w drugiej połowie lat 70-tych było już wyraźnie słyszalne. „Future Days” to ich ostatni wielki album. W momencie premiery został przez wielu recenzentów uznany za największe osiągnięcie zespołu. Jest to o tyle ciekawe, że sami artyści nie byli z niego do końca zadowoleni. Uważali, że jest zbyt pretensjonalny i wydumany. Album jest dość zróżnicowany w sensie stylistycznym. „Moonshake” to dość konwencjonalny rock, utwór ukazał się nawet na singlu. Kompozycja tytułowa i „Spray” najbardziej przypominają poprzednie dokonania zespołu – elementem łączącym jest choćby charakterystyczny transowy rytm. Zajmujący całą drugą stronę płyty „Bel Air” przynosi zmianę nastroju. Jest w nim coś z ambientu, cechuje się leniwą narracją, posiada niewiele cech typowych dla rocka, słychać w nim wyraźnie echa muzyki awangardowej.
W tym czasie muzycy planowali wydanie albumu koncertowego. W tym celu zarejestrowano występ na festiwalu w Edynburgu. Niestety, jakość techniczna zapisu nie była najwyższych lotów i projekt upadł śmiercią naturalną. Przyczynił się do tego także fakt, że w tym samym czasie z grupy odszedł japoński wokalista Damo Suzuki, który ożenił się z Niemką , która była Świadkiem Jehowy. Suzuki przyjął jej wiarę i wycofał się z życia muzycznego na blisko dziesięć lat. Po wydaniu „Future Days” grupa stopniowo obniżała loty. O ile „Soon Over Babaluma' (1974) można jeszcze uznać za zdecydowanie udany to już kolejne pozycje w ich dyskografii były, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt przekonywujące. Szczególnie „Flow Motion” (1976), „Out Of Reach” (1978) i „Can” (1979) były dla mnie sporym zawodem. Po dziesięcioletniej przerwie nagrali jeszcze „Rite Time” (1989), który okazał się niemal artystyczną katastrofą.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page