Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Joe Zavinul - Zavinul

Kto wie czy nie największe osiągniecie Zawinula na polu jazzu elektrycznego. Płyta została nagrana w sierpniu 1970 roku, a więc tuż przed powołaniem do życia Weather Report. Gdyby była częścią dyskografii tego słynnego zespołu prawdopodobnie byłaby moim ulubionym krążkiem Pogodynek. Mimo mojego wielkiego uznania dla tych gigantów fusion, żaden ich album studyjny nie przekonuje mnie do końca, Solowe dzieło pianisty stylistycznie sytuuje się bardzo blisko tego, co tworzył Miles Davis w okresie „In a Silent Way”. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak słynny temat z wspomnianego albumu Davisa napisał nie kto inny jak Zawinul. Pojawia się on zresztą także na tym albumie w nieco innej wersji, bliższej pierwotnej koncepcji Zawinula. Spiritus movens Pogodynek nie był wprawdzie koncertowym członkiem bandu Davisa, jednak udzielał się na kilku jego albumach. Co istotne, był także autorem kilku kompozycji, które Miles włączył do swojego repertuaru. Obok „In a Silent Way” był to przede wszystkim fenomenalny „Pharoah's Dance” - prawdziwa ozdoba „Bitches Brew”, ponadto warto przypomnieć o „Directions” i „Double Image”. Po tą ostatnią sięgnął również Zawinul na omawianym albumie i jest to jeden z mocniejszych jego punktów. Na pewno najbardziej dynamiczna i ekspresyjna w zestawie, miejscami dość eksperymentalna, ma w sobie coś z ducha poszukiwań free jazzowych (vide nowoczesne harmonie, śmiałe eksploracje sonorystyczne). „Double Image” to nieomal pierwsze wcielenie Pogodynek, bowiem obok lidera tego projektu grają Miroslav Vitous i Wayne Shorter. Płyta przesiąknięta jest wątkami autobiograficznymi. Odnajdziemy na niej impresje z dzieciństwa, na przykład wspomnienia z pogrzebu dziadka, który miał miejsce w austriackiej wiosce. „Arrival in New York" to z kolei dźwiękowa wizja pierwszych wrażeń po zobaczeniu Nowym Jorku, do którego Zawinul przypłynął statkiem w 1959 roku. Ciekawa jest obsada instrumentalna. Trzech dęcistów, dwóch kontrabasistów, trzech perkusistów i dwóch klawiszowców, grających na elektrycznych fortepianach – w tej roli Joe Zawinul i Herbie Hancock. Zawinul nie eksponuje nadmiernie swojej osoby, oddaje sporo przestrzeni zaproszonym instrumentalistom. Płyta jest spójna, dobrze wyważona, świetnie łączy dynamizm z subtelnością. Doskonale ukazuje ówczesne ambicje muzyka, który coraz bardziej zdecydowanie wkraczał na „elektryczną ścieżkę”. Tak przy okazji, warto wspomnieć, że wspomniany Miles Davis po wysłuchaniu solowego dzieła Zawinula był nim zauroczony i nie szczędził mu pochwał.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page