Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Amon Düül - Phallus Dei

W czasach PRL-u i na początku lat 90., gdy krautrock nie był jeszcze tak dobrze znanym zjawiskiem w naszym kraju (radio i prasa muzyczna w Polsce nie szczególnie propagowały ten nurt) to właśnie Amon Düül II był jednym z najbardziej rozpoznawalnych bandów zachodnioniemieckich. Grupa wyłoniła się z formacji Amon Düül. Artyści stworzyli własną komunę i zamieszkali w domu w Herrsching na przedmieściu Monachium. W pierwszych miesiącach istnienia zespół sporadycznie koncertował poza Monachium. Gdy już to czynił zdarzały mu się niejednokrotnie dziwne przygody. Jadąc na koncert do Frankfurtu utknęli w zaspach śnieżnych (kiedyś to były zimy!), co spowodowało, że spóźnili się na swój występ. Nieprzyjemne, a czasami wręcz traumatyczne wydarzenia przytrafiały im się później jeszcze kilka razy. Bodaj najbardziej znanym była tragedia w dyskotece Keks w Kolonii. W czasie koncertu Amon Düül II wybuchł pożar, w wyniku którego zginęły dwie osoby a pięć odniosło poważne rany. Sami muzycy wprawdzie nie ucierpieli, jednak stracili wszystkie instrumenty i sprzęt nagłaśniający, który kosztował ich 100 tysięcy marek (notabene był on tylko w jednej trzeciej spłacony). Poważne następstwa miała utrata lokum w 1971 roku – od tej pory komuna de facto przestała istnieć. Była to jedna z najistotniejszych przyczyn postępującej dekompozycji zespołu. W 1973 roku grupa koncertowała wspólnie z Can. Jaki Liebezeit i jego koledzy z zespołu często byli świadkami karczemnych awantur ich towarzyszy z Amon Düül II. Scysje zdarzały się nawet w czasie koncertów.

Warto powrócić jednak do najbardziej chwalebnych czasów w historii zespołu. Ich debiut to niezwykle ważna pozycja dla krautrockowej sceny. „Phallus Dei” wypełniła bezkompromisowa, mocno eksperymentalna muzyka, co istotne, w niemałym stopniu oryginalna. Słychać, że nie jest szczególnie dopieszczona i wymuskana. Tak zresztą być nie mogło, gdyż powstała w pośpiechu, natomiast muzycy nie mieli pieniędzy na długie przesiadywanie w studiu. „Phallus Dei” świetnie oddaje ducha kontestacji tamtych czasów. Muzyka jest mocno eklektyczna. Czegóż tu nie ma. Psychodelia skrzyżowana z jazzem nowoczesnym, muzyka awangardowa ożeniona z egzotyką (słychać wpływy muzyki ludowej z różnych krajów afrykańskich, Turcji, Indii). To tylko przykłady tych najistotniejszych muzycznych ingrediencji. Całość jest prawdziwą ucztą dla wszelkiej maści muzycznych freaków. Album nie był oczywiście sukcesem komercyjnym. Sprzedał się w ilości 40 tysięcy egzemplarzy,co i tak jest wynikiem bardzo przyzwoitym, biorąc pod uwagę jego zawartość.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page